TO NIE FAIR. Czy w wieku 14 lat można sie zakochać? Wątpie.
A czy można sie czuć jakby twoje serce rozdeptano po ziemi? Widocznie tak. Czemu? To co czułam przedtem to było nic. Taka wstrętna podróba miłości. A teraz co? Wmawiam sobie, że to kolejny taki przypadek. Ale czuje, że to co innego.
To, co wcześniej czułam do S. było oparte na wyglądzie, chęci czucia, że ktoś jest mój. Drań. Był odemnie 2 lata starszy, i wykorzystał to. Ja sie go bałam. Był 2x bardziej doświadczony. Najgorsze było to, że w relacjach między nami nie było fazy "przyjaciół" ani nawet porządnych "znajomych". Poznaliśmy sie, i od razu zaczeliśmy kręcić. Nie zdążyliśmy nawet poprowadzić racjonalnej konwersacji, ja nic o nim nie wiedziałam, on nic o mnie, a już wyznawał mi "miłość". Ale mnie sie to podobało. Jest jednym z najfajniejszych chłopaków w szkole, i JA mu sie podobam? Nie no, fajnie! Tylko że to nie potrwało długo.
Dobra, wracając do terazniejszości. Ostatnio poznałam M.S. Tzn, znałam go już, chodził ze mną na ang. cały rok. Ale dopiero 4 mies. temu caczeliśmy rozmawiać. Też 2 lata odmnie starszy. Od tych 4 mies. nie było ani jednego dnia, naprawde, ANI JEDNEGO, bez rozmowy z nim. Facebook, potem SMSy i telefon, potem w realu. Przyjemne jest to, że uważam go za przyjaciela. Moge z nim rozmawiać o wszystkim, nie ma niezręczych sytuacji, nie wstydze sie być sobą. Potem zaczeło sie to przemieniać w coś więcej.
SMSy w środku nocy. Dostaje słodkiego (ale nie przesłodzonego, bo to nie w jego stylu) SMSa. Uśmiecham sie, przymykam oczy, przystawiam telefon do ust i szepcze "kocham cie". Chce mi sie śmiać ze szczęścia, mimo iż nie napisał mi nic wyjątkowego.
Ale myślałam, że to kolejne małe zauroczenie, nic wyjątkowego.
Aż do soboty. Zombie Walk. Ośmieszyłam sie swoim strojem, ale spotkałam jego. Ja byłam z przyjaciółką i koleżanką, on z przyjacielem. Troche pochodzilismy razem, pogadalismy. Wieczor wydawal sie zmarnowany. Na następnym przystanku miał wysiąść z autobusu. "No coż", pomyślałam," już go pewnie nigdy nie zobacze. Mówił, że ma dla mnie niespodzianke, ale albo nie ma odwagi mi dać, albo to jest coś co może mi przesłać na facebooku."
Patrze, a on otwiera torbę, i wyjmuje mały stos kartek.
***
Nie będe mówić, co pisał. Ale to była najbardziej niesamowita rzecz, jaką ktokolwiek kiedykolwiek dla mnie zrobił. 4 kartki, w których było napisane co o mnie myśli. Tak jak obiecywał.
I to tyle zmieniło.
Koniec streszczenia moich relacji z płcią przeciwną w trakcie ostatniego roku.
Dziękuje za uwagę.
A czy można sie czuć jakby twoje serce rozdeptano po ziemi? Widocznie tak. Czemu? To co czułam przedtem to było nic. Taka wstrętna podróba miłości. A teraz co? Wmawiam sobie, że to kolejny taki przypadek. Ale czuje, że to co innego.
To, co wcześniej czułam do S. było oparte na wyglądzie, chęci czucia, że ktoś jest mój. Drań. Był odemnie 2 lata starszy, i wykorzystał to. Ja sie go bałam. Był 2x bardziej doświadczony. Najgorsze było to, że w relacjach między nami nie było fazy "przyjaciół" ani nawet porządnych "znajomych". Poznaliśmy sie, i od razu zaczeliśmy kręcić. Nie zdążyliśmy nawet poprowadzić racjonalnej konwersacji, ja nic o nim nie wiedziałam, on nic o mnie, a już wyznawał mi "miłość". Ale mnie sie to podobało. Jest jednym z najfajniejszych chłopaków w szkole, i JA mu sie podobam? Nie no, fajnie! Tylko że to nie potrwało długo.
Dobra, wracając do terazniejszości. Ostatnio poznałam M.S. Tzn, znałam go już, chodził ze mną na ang. cały rok. Ale dopiero 4 mies. temu caczeliśmy rozmawiać. Też 2 lata odmnie starszy. Od tych 4 mies. nie było ani jednego dnia, naprawde, ANI JEDNEGO, bez rozmowy z nim. Facebook, potem SMSy i telefon, potem w realu. Przyjemne jest to, że uważam go za przyjaciela. Moge z nim rozmawiać o wszystkim, nie ma niezręczych sytuacji, nie wstydze sie być sobą. Potem zaczeło sie to przemieniać w coś więcej.
SMSy w środku nocy. Dostaje słodkiego (ale nie przesłodzonego, bo to nie w jego stylu) SMSa. Uśmiecham sie, przymykam oczy, przystawiam telefon do ust i szepcze "kocham cie". Chce mi sie śmiać ze szczęścia, mimo iż nie napisał mi nic wyjątkowego.
Ale myślałam, że to kolejne małe zauroczenie, nic wyjątkowego.
Aż do soboty. Zombie Walk. Ośmieszyłam sie swoim strojem, ale spotkałam jego. Ja byłam z przyjaciółką i koleżanką, on z przyjacielem. Troche pochodzilismy razem, pogadalismy. Wieczor wydawal sie zmarnowany. Na następnym przystanku miał wysiąść z autobusu. "No coż", pomyślałam," już go pewnie nigdy nie zobacze. Mówił, że ma dla mnie niespodzianke, ale albo nie ma odwagi mi dać, albo to jest coś co może mi przesłać na facebooku."
Patrze, a on otwiera torbę, i wyjmuje mały stos kartek.
***
Nie będe mówić, co pisał. Ale to była najbardziej niesamowita rzecz, jaką ktokolwiek kiedykolwiek dla mnie zrobił. 4 kartki, w których było napisane co o mnie myśli. Tak jak obiecywał.
I to tyle zmieniło.
Koniec streszczenia moich relacji z płcią przeciwną w trakcie ostatniego roku.
Dziękuje za uwagę.

